|
zielinski.za.pl czyli wszystko powinno być tak proste jak to tylko możliwe, ale nie prostsze 2009: 10 | 11 | 12 W poszukiwaniu utraconego czasu 25-10-2009
Zalegają książki, zalegają gazety, prace kiedyś tam rozpoczęte nie mogą być ukończone, a w głowie codziennie pojawia się z dziesięć nowych pomysłów w fazie wstępnego projektu. Nie możność ogarnięcia i zrealizowania tego wszystkiego pochodzi, jak mi się wydaje, z bardzo prostej przyczyny - nieustannego braku czasu. Co się jednak dziwić skoro praca zawodowa nie dość, że wysysa z człowieka mnóstwo energii to w dodatku zajmuje 3/4 dnia. Poza tym jest jeszcze codzienne bronienie starych i zdobywanie nowych
przyczółków życia powszedniego. To jest jednak jak oddychanie i bez tego funkcjonowanie w społeczeństwie wydaje się być niemożliwe. Dlatego z wielką radością przyjąłem dni kilka temu wiadomość, że oto w ten weekend cofamy wskazówki zegara o jedną godzinę. Jest to chyba jedyny dzień w roku, kiedy tak naprawdę, realnie i namacalnie odzyskujemy utracony czas, kiedy spełnia się - co prawda umownie, ale jednak - marzenie wielu szalonych naukowców o możliwości zapanowania nad tym, co towarzyszy nam od wielkiego początku, bezapelacyjnie i niezmiennie, aż do samego końca - marzenie zapanowania nad czasem. Chronos musi dzisiaj odrobinę ustąpić. Każdego dnia wygrywa i wypełnia sobą wszystkie czynności, wszelkie zjawiska. Bierze w swoiste ramy wszystko to co się dzieje, jest panem i władcą przestrzeni. Dziś jednak porażka z nim będzie mniej dotkliwsza, mniej wyraźna. Dla własnego użytku i przyjemności mamy gratisową godzinę wyrwaną mu z ręki. W mitologii Chronos jest jednak bóstwem pamiętliwym i nic nie można przed nim ukryć. Przyjdzie po swoją godzinę w przyszłym roku w ostatni weekend marca i boleśnie wyrówna swój bilans. Wszak liczba godzin w wieczności musi się zgadzać.
Mecenasi 24-10-2009
Pamiętacie adwokatów
Marka Małeckiego i Piotra Rychłowskiego, którzy tak błyskotliwie i efektownie bronili Lwa Rywina za czasów sławetnej komisji śledczej? Otóż kilka dni temu łódzka prokuratura zawiesiła ich w możliwości wykonywania zawodu. Powód? - Mecenasie Małecki i Rychłowski są podejrzani w śledztwie dotyczącym fałszowania opinii lekarskich w zamian za łapówkę oraz utrudniania sprawy karnej Lwa Rywina, którego reprezentowali. Jak się okazuje kluczowe znaczenie miały zeznania świadka koronnego Konrada T., który - jak podaje
"Rzeczpospolita":
"przyznał się do pośredniczenia w organizowaniu dokumentacji medycznej dla producenta filmowego i współdziałanie z jego synem oraz obrońcami. –
To adwokaci podsunęli pomysł, żeby sfabrykować dokumenty, które stwierdzą zły stan zdrowia producenta, bo nie znaleźli innego sposobu wyciągnięcia go z zakładu karnego – mówił śledczym Konrad
T".
Polska walka stulecia 24-10-2009
Tak jak wciągające są różne konflikty polsko-polskie, święte wojny toczone przez kibiców drużyn 'odwiecznie ze sobą rywalizujących', czy tym podobne 'polskie piekiełka', tak też wciągająca jest dzisiejsza walka stulecia pomiędzy Adamkiem i Gołotą. Specjalnie to nigdy nie byłem fanem boksu, ale dziś wieczorem z pewnością będę oglądał widowisko jakie zaprezentuje TV Polsat (na marginesie przypomniał mi się jeden z demotywatorów prezentujący logo 'słonecznej telewizji' i podpis: cała rodzinka siedzi sobie przed telewizorem i spokojnie ogląda reklamy na Polsacie, a tu nagle puszczają film...). Oczywiście, nawet jako laik w kwestii boksu zawodowego, mam duże wątpliwości czy - nie licząc względów finansowych - walka ta ma jakikolwiek sens. Ale walić logikę i racjonalność! Są emocje, jest pobudzenie i ekscytacja, będzie krew i ból, a w tle "tych dziwek mu nie wybacze". Liczy się show i dobre igrzyska, czego państwu i sobie życzę.
Maciej Rybiński 22-10-2009
Koniec PZPN - nowe informacje 22-10-2009
W "Gazecie Polskiej" pojawiły się nowe, jak dotychczas nieznane, informację na temat inicjatywy "Koniec PZPN" - myślę, że warto się z nimi zapoznać. W oryginale można je znaleźć [ tutaj ], zaś [ tutaj ] link do relacji zamieszczonej na wp.pl.
Skuteczna akcja 22-10-2009
- Kamila Sławińska - w recenzji filmu "Yes-meni naprawiają świat": , Tygodnik Powszechny, nr 43 (25-10-2009), s. 36.
Smuta Polaka bankruta... 21-10-2009
- Elżbieta Isakiewicz - w artykule: Smuta Polaka bankruta, Tygodnik Powszechny, nr 43 (25-10-2009), s. 4 / Anna Mackiewicz - w artykule: Bank oblicza, Tygodnik Powszechny, nr 43 (25-10-2009), s. 6
Europa południowo-wschodnia 20-10-2009
Nie będę ukrywał, że mam wielką słabość do książek, w których autor zabiera czytelnika w podróż po Europie południowo-wschodniej, w rejony półwyspu bałkańskiego. Są to dla mnie terytoria nadal w większości nieodkryte, jeszcze do niedawna zupełnie nie znane, ostatnio jednak "chłonę" je z nieskrywaną przyjemnością. Poznawanie tego świata - jak się okazuje stosunkowo bliskiego Polsce - rozpocząłem dzięki Andrzejowi Stasiukowi i jego "Jadąc do Babadag", w której opisał w świetny sposób niezwykłe przestrzenie oraz kotłujące się w nich duchy czasu i historii, począwszy od Bieszczad, a skończywszy na Albanii. Stasiuk zrobił to niemal metafizycznie. Czytając jego książkę miałem wrażenie bliskości pojęć pierwotnych dla człowieka, pojęć które na stałe kształtują jego charakter, które wyznaczają ścieżki jego życia. Do tego ta cudowna - bliska euforii - radość płynąca z odkrywania nieznanego, połączona ze stanem zaskoczenia, kiedy okazuje się, że nie tylko Polska jest Winkelriedem narodów Europy. Tytuł ten dzieli bowiem do spółki z Rumunią, Mołdawią i państwami byłej Jugosławii. Co więcej - bywa, że jest to tytuł przechodni i tak na prawdę nasz kraj wpisywany jest w poczet Winkelriedów tylko okazjonalnie, raz na pewien czas, ustępując swego miejsca innym nacjom.
Kolejną pozycją w mej podróży po Bałkanach i państwach ościennych był "Gulasz z Turula" Krzysztofa Vargi. Zbiór esejów w swym zasięgu terytorialnym obejmujący w głównej mierze madziarskie Węgry, ale pośrednio także południową Słowację, zachodnie obszary Rumunii czy tereny dzisiejszej Słowenii i Chorwacji. Varga pisze w swej książce o niepojętej i niespotykanej u innych nacji nostalgii za tym co było kiedyś. Pisze on o Węgrach w kontekście kraju niespełnionego, nieukontentowanego, który od co najmniej pięciu wieków nie zaznał radości i dumy wynikającej ze swego węgierstwa właśnie. Brzemię bycia Madziarem jest ciężkie do udźwignięcia, ponadto zobowiązuje do zachowania tożsamości narodowej w każdej sytuacji*, a w zamian daje niewiele korzyści. Fundamentem tego kraju jest nostalgia za czasami wielkości, często wielkości iluzorycznej, która jednak u przeciętnego Węgra powoduje nieuleczalny smutek. Przez co, jak piszę Varga: "Węgrzy będą zawsze nieszczęśliwi. Będą siedzieć, zajadać porkold, popijać palinką i tęsknić - jak to melancholicy, nie do końca wiedząc, za czym naprawdę tęsknią".
Aktualnie czytam "Podróż na Alaskę" Bory Ćosića - sentymentalna podróż autora do swej ojczyzny - Serbii, po wielu latach rozłąki i życia na emigracji - porównywana jest do egzotycznej wyprawy na Alaskę. Skomplikowane losy kotła bałkańskiego przedstawiane są z perspektywy osoby, która zachowała odpowiedni dystans do tragicznych wydarzeń z drugiej połowy ubiegłego stulecia jakie miały miejsce w tej przestrzeni. Autor często odwołuje się do kraju, który już nie istnieje, który mentalnie wyparował - do byłej Jugosławii. Burzliwa historia zmiotła ją z map świata, jednak nie z pamięci osób, które w państwie tym miały okazję żyć. Pamięć różni się jednak zdecydowanie od tego co panuje aktualnie, przez co dla Ćosića podróż po latach w rodzinne strony przypomina bardziej podróż do tytułowej, zupełnie nieznanej Alaski.
+ + +
* na pierwszej stronie "Gulaszu z Turula" Varga przytacza rozmowę do jakiej miało dojść w gabinecie prezydenta Roosevelta, kiedy to w 1941 roku faszystowskie wówczas Węgry, będące w sojuszu z Hitlerem, wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym:
Złe drogi 19-10-2009
- Bora Ćosić, "Podróż na Alaskę", s. 19. - ...złe drogi, w przenośni i dosłownie.
Sponsorzy PZPN 18-10-2009
Gdzieś na jakimś forum przeczytałem, że najlepszym sposobem bojkotu PZPN będzie bojkot jego sponsorów. Osobiście uważam, że jest to przejaw ciągłego i niekończącego się upadku oraz dewaluacji wszelkich wartości jakie mogły być podczepione pod twór, który w swej nazwie ma określenie 'polski związek'. Ten kolejny dowód niechęci wobec PZPN może jednak przynieść bardzo wymierne skutki. Wątpliwe jest aby przez tą akcję PZPN miał zbankrutować, ale odcięcie - bądź co bądź - pokaźnych źródeł pieniędzy, wymusi na obecnym zarządzie pewną refleksję. Wszak z czegoś trzeba żyć, a jak mówi przysłowie: "choć pieniądze nie są najważniejsze to trzeba je mieć", w celu ponownego zdobycia tychże właśnie, pojawiająca się refleksja być może stanie się przyczynkiem do głębszych zmian o charakterze mentalno-personalnym. Póki co jednak, za stroną http://www.pzpn.pl/sponsorzy.php, podaje pełną listę sponsorów reprezentacji oraz PZNP: Orange, Sheraton, Sunset Suits, Nike, Compensa, Expekt.com, HRS.pl, Kreisel, Śnieżka, Farko, Hormann, Tyskie, BZ WBK.
Skąd my to znamy 17-10-2009
- Herta Muller - tegoroczna laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w artykule: Bezpieka żyje wśród nas, Tygodnik Powszechny, nr 42/2009 s. 38-39. Aż chce się głośno i retorycznie powiedzieć: skąd my to znamy??
Witamy w piekle 17-10-2009
Pelplin, osiedle przy ulicy Limanowskiego. Lokalnie bardziej znane jako Bronx
Photoshop 17-10-2009
Kiedyś dobry zestaw do makijażu był najlepszym przyjacielem kobiety; dziś jest nim Photoshop.
To się nazywa szczęście 15-10-2009
- Jerzy Andrzejczak - w artykule: W uścisku jednorękiego bandyty, Tygodnik Powszechny
Krajobraz po burzy 15-10-2009
Pelplin, dworzec PKP, godz. 6:45.
Bill Clinton 14-10-2009
Pamiętam ten klip jeszcze z czasów licealnych - dziś już nie budzi takich emocji jak kiedyś. Nadal jednak przyjemnie się go ogląda.
Afera hazardowa nr 2 14-10-2009
Ciekawy artykuł można dzisiaj znaleźć na 'żółtych' stronach "Rzeczpospolitej": Zakaz e-hazardu tylko na papierze. Porusza on kwestie, z którą państwo polskie uporać się w żaden sposób nie może, a straty z tego powodu sięgają kilkuset milionów złotych. Chodzi oczywiście o internetowe zakłady bukmacherskie.
Aktualnie firmy organizujące zakłady bukmacherskie, które są zarejestrowane na terytorium Polski płacą zryczałtowany podatek w wysokości 10% od obrotu, co daje do budżetu państwa ponad 80 mln zł rocznie. Przychody budżetu państwa mogłyby być jednak kilkukrotnie wyższe. Dlaczego nie są? - Ponieważ zdecydowana większość obstawiających w Polsce osób robi to za pośrednictwem zagranicznych podmiotów działających wyłącznie w internecie. Jak można się dowiedzieć w Ministerstwie Finansów - każdy rodzaj gier i zakładów wzajemnych w internecie jest w Polsce nielegalny, a przez to niemożliwy do opodatkowania. Ma to swoją podstawę w art. 107 par. 2 Kodeksu Karnego Skarbowego, który zakazuje uczestnictwa w zagranicznej grze losowej lub zakładzie wzajemnym zawieranym na terytorium Polski. Oficjalnie grozi za to grzywna do 720 stawek dziennych (może to być kwota nawet kilku mln zł). W praktyce jednak jest to całkowicie martwy przepis - jak można przeczytać: "w ciągu ostatnich kilku lat był tylko jeden przypadek prawomocnego skazania na podstawie art. 107 par. 2 KKS".
Równie duży problem występuje ze spotykanymi dziś na każdym meczu, czy umieszczanymi na każdym portalu internetowym reklamami usług bukmacherskich w sieci. Okazuję się bowiem, że w tym przypadku zgodnie z prawem można reklamować tylko i wyłącznie nazwę przedsiębiorcy. Zachęcanie do udziału w grze czy nęcenie wszelkimi bonusami jest nielegalne (zabrania tego Ustawa o Grach i Zakładach Wzajemnych). Na podstawie tego można stwierdzić, że powszechnie znane reklamy z udziałem Mateusza Borka i Zbigniewa Bońka są sprzeczne z polskim prawem.
Nie chciałbym popełnić - jak mawiał klasyk - semantycznego nadużycia, ale w mojej opinii całkowicie otwarcie i na oczach wszystkich rozgrywa się coś co nazwałbym 'Aferą hazardową nr 2'. Oczywiście nie ma tutaj spektakularnego ujawniania stenogramów, zatrzymań CBA i tym podobnych, przez co każdy ma tą sprawę w dupie i prawdopodobnie nikt nie ma pomysłu na to jak ją rozwiązać w sposób salomonowy, tak by wilk był syty (wpływy do budżetu) i owca cała (nieskrępowana możliwość korzystania z internetowych usług bukmacherskich). Problem został odłożony na półkę z papierem toaletowym i wychodzi na to, że to jest jego właściwe miejsce ku wielkiej radości kilkunastu spółek z siedzibą w Luksemburgu, Malcie czy innym Gibraltarze.
Koniec PZPN 13-10-2009
Jak można przeczytać w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" inicjatywa Koniec PZPN (www.koniecpzpn.pl) zostanie do końca tego tygodnia zarejestrowana w sądzie jako oficjalne stowarzyszenie. Konsekwencją tego będzie możliwość organizowania legalnych marszy czy protestów, a także przyjmowanie środków finansowych od sponsorów. Ponoć kilka firm wyraziło już wolę wsparcia finansowego. W dodatku Koniec PZPN uzyskuje coraz szersze poparcie i to nie tylko wśród kibiców (na stronie internetowej zarejestrowało się ponad 100 tys. osób), ale także od organizacji i stowarzyszeń, które są zupełnie niezwiązane z piłką nożną, np.: Internowani.pl (centrum informacji na temat internowań z lat 1981-1982). Oprócz planowanej na jutro akcji "Pusty stadion" (do tej pory na mecz Polska-Słowacja sprzedano 8 tys. biletów, z czego 4 tys. kupili Słowacy), ukuto już koncepcje kolejnej akcji roboczo nazwanej "Znicz". Polegać ma ona na tym, że w Święto Zmarłych pod okręgowymi związkami piłki nożnej w całej Polsce zostaną zapalone znicze i złożone pogrzebowe wieńce - ma to być symboliczny pogrzeb polskiej piłki.
Osobiście jestem pełen poparcia dla idei Koniec PZPN. Cieszę się, że tym razem inicjatywa wychodzi 'oddolnie', a nie jak było dotychczas - ze strony Ministerstwa Sportu. Jak wiadomo bowiem, każde takie działanie roztrzaskiwało się z impetem o twardy mur regulacji prawnych i wszelkiego rodzaju statutów zastawionych przez 'leśnych dziadków' z PZPN do spółki z 'UEFA Family', dzięki któremu cały Związek ma żelazny immunitet nietykalności i spokojnie może robić to co mu wychodzi najlepiej, czyli trwać. Mam nadzieje, że teraz sytuacja się zmieni. Po cichu liczę, iż Koniec PZPN nie utraci werwy, a akcja "Znicz" nie będzie ostatnią. W Polsce mamy wielu kibiców, nie raz - fanatycznych kibiców. Dlaczego nie można by było ich zjednoczyć - dla dobra sprawy - i zorganizować przy ich udziale potężny marsz na siedzibę PZPN w Warszawie?
Jak zwykle celny RAZ 13-10-2009
- Rafał Aleksander Ziemkiewicz - w artykule: Media na wojnie z mediami, Rzeczpospolita
Estemirowa / Politkowska 12-10-2009
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Natalia_Estemirowa
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Anna_Politkowska
- Krystyna Kurczab-Redlich, "Nowa Europa Wschodnia", nr 5 (VII) 2009, s. 68-70.
Tako rzecze Antoni 12-10-2009
- Antoni Piechniczek pytany o debiut Stefana Majewskiego jako selekcjonera reprezentacji w przegranym meczu Czechy - Polska, sport.pl Wszystko jest okej 11-10-2009
"Proszę udać się na kolejne zakupy" :-) Witkacy 11-10-2009
"Witkacego niesłychanie irytowała płytkość naszej literatury, intelektualna miałkość pisarzy i krytyków, lekceważących przygotowanie filozoficzne. Miarą dojrzałości powinna być chęć zmierzenia się z trudnymi problemami, wymagającymi wielkiego wysiłku intelektualnego. Miał prawo tak mówić, bo sam taki wysiłek nieustannie podejmował, wdając się w polemiki z najwybitniejszymi filozofami europejskimi."
- Janusz Degler, Tygodnik Powszechny nr 40 z 4/10/2009. Time Warp - Juggling 11-10-2009
Największe wrażenie robi na mnie moment spowolnienia żonglerki 7 kulkami - prawdziwy matrix. Elektrownia w Pelplinie - ciąg dalszy... 11/10/2009 Edelman 11-10-2009
"Marek Edelman był postrzegany w Izraelu obco i niechętnie. Spędziłam tam w sumie 7 lat i przykładów niechęci wobec Edelmana nazbierałam w pamięci sporo. A powody tej niechęci? Że został on na cmentarzu, że nie był syjonistą, przeciwnie - był antysyjonistą, bundowcem. Że wynosił się ponad innych, no bo jak rozumieć, że w Polsce był taki ważny? Że pouczał i miał rację, że nie lubił tej historii, którą konstruowali Izraelczycy, że potępiał ich za antypalestyńskość, że ciągle był niepokorny, odważny i wolny. Zapytałam izraelskiego przyjaciela, lewicowca: dlaczego Edelmana nie honorowano w Izraelu. Taka jego odpowiedź: "Edelman nie tańczył w naszym rytmie. Nie zrobił aliji. Był żyjącym dowodem niesyjonistycznej alternatywy. Nie przyjeżdżał tu, żeby przelewać krew na naszych wojnach. Nie dbał o public relations w Izraelu. Był indywidualistą".
- Anka Grupińska, Tygodnik Powszechny nr 41 z 11/10/2009, s.5. Zbigniew Herbert o narodzinach III RP 11-10-2009
"Ja przeżyłem 'wybuch' Polski - jeśli tak można powiedzieć - będąc za granicą, w Paryżu. Było to dla mnie niespodzianką, zawsze bowiem wyobrażałem sobie, że jeżeli dowiem się, iż Polska jest nareszcie rzeczywiście niepodległa, pierwszą rzeczą którą zrobię to wybiegnę na ulice i będę głośno krzyczał powiedźmy: "Vive la Pologne" - jeżeli to będzie w Paryżu - oraz całował różne przypadkowo napotkane osoby. Będę się po prostu zachowywał w sposób nieodpowiedzialny. Aliści, ogarną mnie jakiś smutek, melancholia, dyskomfort. Ponieważ ja lubię - i w pisaniu, i w działalności także - rzeczy, które mają swój początek, środek i koniec. Nie wiem niestety jaki był początek, co można uważać za początek Nowej Polski. Moja teza jest następująca: w Polsce panuje 'neokomunizm'. Nie odwołuje się on już do ideologii, ale stara się - i dobrze mu to wychodzi - urządzić z kapitalizmem. Powiada on - do diabła z Marksem, Engelsem. Władza to pieniądz, pieniądz to banki, opanujmy banki, opanujmy struktury gospodarcze, a przynajmniej kontrolujmy je bardzo wyraźnie, a wtedy będziemy rządzili".
Jestem dumny niezmiernie, że byli tacy ludzie jak Herbert. Dzięki niemu i jemu podobnym, zawsze istnieje możliwości wyznaczenia sobie pewnego punktu odniesienia, według którego można postępować i myśleć. Jeżeli ktoś zapytałby się mnie o to czy jestem wstanie wskazać osobę, którą mógłbym traktować jak autorytet, wskazałbym właśnie Herberta. Osa 11-10-2009
Gdy robiłem to zdjęcie osa zachowywała się jakbym właśnie przebudził ją z zimowego snu. Była bardzo nieporadna i pokraczna. Z olbrzymią trudnością pokonywała krótki odcinek, a o lataniu można było zapomnieć. Ostatecznie wetknąłem ją gdzieś pomiędzy widoczne w tle drewno - może uda jej się jakoś przetrwać do wiosny.
A tak na marginesie - nigdy nie uważałem, aby Pokojowa Nagroda Nobla miała jakiekolwiek znaczenie. 11-10-2009
"Kiedy słyszę, jak w telewizji ktoś mówi, że Anna Mucha jest intelektualistką – to przez ułamek sekundy czuję się, jakby mi do butów napluł. W ostatniej chwili kątem oka dostrzegam podpis: “Olivier Janiak” i spokój wraca" - Piotr Czerski
10-10-2009
"PZPN rozwiązywanie każdej sprawy zaczyna od powołania komisji. Jest ich cała masa, wyciekają przez nie pieniądze z naszego budżetu. Niektóre mają niesamowite nazwy. Np. Komisja Wysokiego Wyczynu i Reprezentacji. Przecież to czysty Orwell. Ale działacze tej śmieszności nie czują. Oni swoją misję traktują śmiertelnie poważnie, podczas zebrań zarządu przemawiają z takim namaszczeniem, jakby byli co najmniej Radą Bezpieczeństwa ONZ. Kilka godzin gadania, z którego nic nie wynika. Jakby duzi chłopcy bawili się w związek. Czasami jest tak groteskowo, że aż strasznie" – mówi jeden z działaczy (...).
http://www.rp.pl/artykul/375026_PZPN____rodzina_na_swoim_.html Elektrownia w Pelplinie: 10-10-2009
Jak donosi na swojej pierwszej stronie ekonomicznej wczorajsza "Rzeczpospolita" w moim rodzinnym Pelplinie ma powstać elektrownia na węgiel kamienny. Głównym inwestorem ma być Jan Kulczyk. Z tego co można przeczytać koszt inwestycji ma wynieść ok. 3 mld euro, rozpoczęcie budowy zaplanowano na 2012 rok, a oddanie elektrowni do użytku powinno mieć miejsce w 2016 r. Elektrownia będzie miała moc 1600 MW (dla porównania elektrownia w Bełchatowie - nomen omen jedna z największych elektrowni w Europie - ma moc 4400 MW). Oczywiście projekt jest póki co w fazie wstępnej, dlatego nic nie jest jeszcze przesądzone.
Osobiście jestem jednak "za".
|