zielinski.za.pl

czyli wszystko powinno być tak proste jak to tylko możliwe, ale nie prostsze

2009: 10 | 11 | 12


W poszukiwaniu utraconego czasu

25-10-2009

 

Zalegają książki, zalegają gazety, prace kiedyś tam rozpoczęte nie mogą być ukończone, a w głowie codziennie pojawia się z dziesięć nowych pomysłów w fazie wstępnego projektu. Nie możność ogarnięcia i zrealizowania tego wszystkiego pochodzi, jak mi się wydaje, z bardzo prostej przyczyny - nieustannego braku czasu. Co się jednak dziwić skoro praca zawodowa nie dość, że wysysa z człowieka mnóstwo energii to w dodatku zajmuje 3/4 dnia. Poza tym jest jeszcze codzienne bronienie starych i zdobywanie nowych przyczółków życia powszedniego. To jest jednak jak oddychanie i bez tego funkcjonowanie w społeczeństwie wydaje się być niemożliwe. Dlatego z wielką radością przyjąłem dni kilka temu wiadomość, że oto w ten weekend cofamy wskazówki zegara o jedną godzinę. Jest to chyba jedyny dzień w roku, kiedy tak naprawdę, realnie i namacalnie odzyskujemy utracony czas, kiedy spełnia się - co prawda umownie, ale jednak - marzenie wielu szalonych naukowców o możliwości zapanowania nad tym, co towarzyszy nam od wielkiego początku, bezapelacyjnie i niezmiennie, aż do samego końca - marzenie zapanowania nad czasem. Chronos musi dzisiaj odrobinę ustąpić. Każdego dnia wygrywa i wypełnia sobą wszystkie czynności, wszelkie zjawiska. Bierze w swoiste ramy wszystko to co się dzieje, jest panem i władcą przestrzeni. Dziś jednak porażka z nim będzie mniej dotkliwsza, mniej wyraźna. Dla własnego użytku i przyjemności mamy gratisową godzinę wyrwaną mu z ręki. W mitologii Chronos jest jednak bóstwem pamiętliwym i nic nie można przed nim ukryć. Przyjdzie po swoją godzinę w przyszłym roku w ostatni weekend marca i boleśnie wyrówna swój bilans. Wszak liczba godzin w wieczności musi się zgadzać. 

[Aliści, jest sposób, aby tą godzinę zachować tylko dla siebie - wystarczy, że nie dotrwamy najbliższej zmiany czasu na letni. Wówczas to stanie się ona prawdziwą dodatkową godziną życia, ponieważ Chronos nie będzie miał możliwości odebrania tego co swoje. Lecz w takim przypadku sugeruję dobrze ją wykorzystać]

 


Mecenasi

24-10-2009

 

Pamiętacie adwokatów Marka Małeckiego i Piotra Rychłowskiego, którzy tak błyskotliwie i efektownie bronili Lwa Rywina za czasów sławetnej komisji śledczej? Otóż kilka dni temu łódzka prokuratura zawiesiła ich w możliwości wykonywania zawodu. Powód? - Mecenasie Małecki i Rychłowski są podejrzani w śledztwie dotyczącym fałszowania opinii lekarskich w zamian za łapówkę oraz utrudniania sprawy karnej Lwa Rywina, którego reprezentowali. Jak się okazuje kluczowe znaczenie miały zeznania świadka koronnego Konrada T., który - jak podaje "Rzeczpospolita": "przyznał się do pośredniczenia w organizowaniu dokumentacji medycznej dla producenta filmowego i współdziałanie z jego synem oraz obrońcami. – To adwokaci podsunęli pomysł, żeby sfabrykować dokumenty, które stwierdzą zły stan zdrowia producenta, bo nie znaleźli innego sposobu wyciągnięcia go z zakładu karnego – mówił śledczym Konrad T".

Jestem ciekawy jak rozwinie się ta sprawa tym bardziej, że gdzieś w skrytości ducha swego - kiedy to cała afera Rywina wystrzeliła w publiczny eter - czułem jakąś tam estymę i szacunek do tych osób. Ceniłem ich za spokój i opanowanie oraz bardzo przemyślane wypowiedzi, które skutecznie studziły zapały rozgorączkowanych śledczych z komisji. Występowali w głośnej, medialnej sprawie w 100% wypełniając stereotyp "adwokata VIP-a". Jakkolwiek podchodzić do tej afery - lepszych mecenasów pod względem PR Rywin nie mógł sobie dobrać. I mimo, że ostatecznie producent filmowy został uznany winnym (bez oficjalnego wykrycia kto stał za 'grupą trzymającą władze' - należy więc przyjąć, że był on samotnym szaleńcem), to panowie Małecki i Rychłowski stali się personami rozpoznawalnymi przez każdego przeciętnego obywatela. Stali się swego rodzaju gwiazdami, które - początkowo tylko odbijały blask swojego mocodawcy - z biegiem czasu jednak zaczęły błyszczeć własnym, jednostajnym źródłem mocnego światła. Stali się celebrytami - pojawiły się zdjęcia w kolorowych czasopismach, wywiady w telewizji, a co za tym idzie olbrzymie zainteresowanie ich usługami prawniczymi. Być może siedzącemu już w pierdlu Rywinowi mniej się to podobało. Być może zaczął on naciskać, aby wynajęci przez niego adwokaci zrobili w końcu "coś" skutecznego, co zmieniłoby znacznie jego niekomfortowe położenie. Wszak dzięki niemu stali się rozchwytywani przez wszystkich dookoła, a taki dług wdzięczności winien zobowiązywać.

Aktualnie, jeśli zostanie sformułowany akt oskarżenia, Markowi Małeckiemu i Piotrowi Rychłowskiemu grozi nawet do 5 lat więzienia.

 


Polska walka stulecia

24-10-2009

 

Tak jak wciągające są różne konflikty polsko-polskie, święte wojny toczone przez kibiców drużyn 'odwiecznie ze sobą rywalizujących', czy tym podobne 'polskie piekiełka', tak też wciągająca jest dzisiejsza walka stulecia pomiędzy Adamkiem i Gołotą. Specjalnie to nigdy nie byłem fanem boksu, ale dziś wieczorem z pewnością będę oglądał widowisko jakie zaprezentuje TV Polsat (na marginesie przypomniał mi się jeden z demotywatorów prezentujący logo 'słonecznej telewizji' i podpis: cała rodzinka siedzi sobie przed telewizorem i spokojnie ogląda reklamy na Polsacie, a tu nagle puszczają film...). Oczywiście, nawet jako laik w kwestii boksu zawodowego, mam duże wątpliwości czy - nie licząc względów finansowych - walka ta ma jakikolwiek sens. Ale walić logikę i racjonalność! Są emocje, jest pobudzenie i ekscytacja, będzie krew i ból, a w tle "tych dziwek mu nie wybacze". Liczy się show i dobre igrzyska, czego państwu i sobie życzę.

 


Maciej Rybiński

22-10-2009

"Będę tak długo, jak Bóg pozwoli, i będę pisał"

 


Koniec PZPN - nowe informacje

22-10-2009

 

W "Gazecie Polskiej" pojawiły się nowe, jak dotychczas nieznane, informację na temat inicjatywy "Koniec PZPN" - myślę, że warto się z nimi zapoznać. W oryginale można je znaleźć [ tutaj ], zaś [ tutaj ] link do relacji zamieszczonej na wp.pl.

 


Skuteczna akcja

22-10-2009

"W 2004 roku Mike Bonanno i Andy Bichlbaum wystąpili w telewizji BBC, podszywając się pod przedstawicieli jednej z największych firm chemicznych na świecie - Dow Chemicals - i w imieniu koncernu zapowiedzieli ogromne odszkodowania dla mieszkańców indyjskiego miasteczka Bhopal, dwadzieścia lat wcześniej dotkniętego gigantyczną katastrofą ekologiczną, spowodowaną przez zakłady chemiczne, których Dow jest obecnie właścicielem. W ciągu 20 minut od nadania komunikatu akcje Dow Chemicals straciły na wartości ponad 2 miliardy dolarów."

- Kamila Sławińska - w recenzji filmu "Yes-meni naprawiają świat": , Tygodnik Powszechny, nr 43 (25-10-2009), s. 36.  

 


Smuta Polaka bankruta...

21-10-2009

1) "Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości od marca 2009, kiedy weszła w życie ustawa o upadłości konsumenckiej, z wnioskiem o upadłość zgłosiło się tylko 500 osób, a status obywatela-bankruta dostało zaledwie pięć (dla porównania w Niemczech w pierwszym roku istnienia nowego prawa było ok. 2,5 tys. upadłości, w kolejnym już ponad 100 tys.)"

 

2) "Motto windykacji jest jedno: cnoty gubią się w interesach jak rzeki w morzu"

- Elżbieta Isakiewicz - w artykule: Smuta Polaka bankruta, Tygodnik Powszechny, nr 43 (25-10-2009), s. 4 / Anna Mackiewicz - w artykule: Bank oblicza, Tygodnik Powszechny, nr 43 (25-10-2009), s. 6

 


Europa południowo-wschodnia

20-10-2009

 

Nie będę ukrywał, że mam wielką słabość do książek, w których autor zabiera czytelnika w podróż po Europie południowo-wschodniej, w rejony półwyspu bałkańskiego. Są to dla mnie terytoria nadal w większości nieodkryte, jeszcze do niedawna zupełnie nie znane, ostatnio jednak "chłonę" je z nieskrywaną przyjemnością. Poznawanie tego świata - jak się okazuje stosunkowo bliskiego Polsce - rozpocząłem dzięki Andrzejowi Stasiukowi i jego "Jadąc do Babadag", w której opisał w świetny sposób niezwykłe przestrzenie oraz kotłujące się w nich duchy czasu i historii, począwszy od Bieszczad, a skończywszy na Albanii. Stasiuk zrobił to niemal metafizycznie. Czytając jego książkę miałem wrażenie bliskości pojęć pierwotnych dla człowieka, pojęć które na stałe kształtują jego charakter, które wyznaczają ścieżki jego życia. Do tego ta cudowna - bliska euforii - radość płynąca z odkrywania nieznanego, połączona ze stanem zaskoczenia, kiedy okazuje się, że nie tylko Polska jest Winkelriedem narodów Europy. Tytuł ten dzieli bowiem do spółki z Rumunią, Mołdawią i państwami byłej Jugosławii. Co więcej - bywa, że jest to tytuł przechodni i tak na prawdę nasz kraj wpisywany jest w poczet Winkelriedów tylko okazjonalnie, raz na pewien czas, ustępując swego miejsca innym nacjom. 

 

Kolejną pozycją w mej podróży po Bałkanach i państwach ościennych był "Gulasz z Turula" Krzysztofa Vargi. Zbiór esejów w swym zasięgu terytorialnym obejmujący w głównej mierze madziarskie Węgry, ale pośrednio także południową Słowację, zachodnie obszary Rumunii czy tereny dzisiejszej Słowenii i Chorwacji. Varga pisze w swej książce o niepojętej i niespotykanej u innych nacji nostalgii za tym co było kiedyś. Pisze on o Węgrach w kontekście kraju niespełnionego, nieukontentowanego, który od co najmniej pięciu wieków nie zaznał radości i dumy wynikającej ze swego węgierstwa właśnie. Brzemię bycia Madziarem jest ciężkie do udźwignięcia, ponadto zobowiązuje do zachowania tożsamości narodowej w każdej sytuacji*, a w zamian daje niewiele korzyści. Fundamentem tego kraju jest nostalgia za czasami wielkości, często wielkości iluzorycznej, która jednak u przeciętnego Węgra powoduje nieuleczalny smutek. Przez co, jak piszę Varga: "Węgrzy będą zawsze nieszczęśliwi. Będą siedzieć, zajadać porkold, popijać palinką i tęsknić - jak to melancholicy, nie do końca wiedząc, za czym naprawdę tęsknią".

 

Aktualnie czytam "Podróż na Alaskę" Bory Ćosića - sentymentalna podróż autora do swej ojczyzny - Serbii, po wielu latach rozłąki i życia na emigracji - porównywana jest do egzotycznej wyprawy na Alaskę. Skomplikowane losy kotła bałkańskiego przedstawiane są z perspektywy osoby, która zachowała odpowiedni dystans do tragicznych wydarzeń z drugiej połowy ubiegłego stulecia jakie miały miejsce w tej przestrzeni. Autor często odwołuje się do kraju, który już nie istnieje, który mentalnie wyparował - do byłej Jugosławii. Burzliwa historia zmiotła ją z map świata, jednak nie z pamięci osób, które w państwie tym miały okazję żyć. Pamięć różni się jednak zdecydowanie od tego co panuje aktualnie, przez co dla Ćosića podróż po latach w rodzinne strony przypomina bardziej podróż do tytułowej, zupełnie nieznanej Alaski.

 

+  +  +

 

* na pierwszej stronie "Gulaszu z Turula" Varga przytacza rozmowę do jakiej miało dojść w gabinecie prezydenta Roosevelta, kiedy to w 1941 roku faszystowskie wówczas Węgry, będące w sojuszu z Hitlerem, wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym:

- Ambasador Węgier: Szanowny panie prezydencie, z największą przykrością muszę pana poinformować, że z dniem dzisiejszym Węgry wypowiadają wojnę Stanom Zjednoczonym.

- Roosevelt: Węgry? Co to za kraj?

- Ambasador: To jest królestwo, panie prezydencie.

- Roosevelt: Królestwo? A kto tam jest królem?

- Ambasador: Nie mamy króla, panie prezydencie.

- Roosevelt: To kto tam rządzi?

- Ambasador: Admirał Miklos Horthy.

- Roosevelt: Admirał? Ach, więc będziemy mieli przeciwko sobie kolejną flotę!

- Ambasador: Niestety, panie prezydencie, Węgry nie mają dostępu do morza i w związku z tym nie mają floty.

- Roosevelt: O co więc wam chodzi? Macie z nami jakiś konflikt terytorialny?

- Ambasador: Nie, panie prezydencie, Węgry nie mają roszczeń terytorialnych wobec USA. Mamy konflikt terytorialny z Rumunią.

- Roosevelt: A więc prowadzicie także wojnę z Rumunią?

- Ambasador: Nie, panie prezydencie, Rumunia jest naszym sojusznikiem...

 


Złe drogi

19-10-2009

"Myślę, że jest to wzorcowa cecha wszystkich krajów w okresie transformacji: złe drogi, które pozostały po tym, jak przeszły po nich czołgi historii. Widziałem to i w Warszawie, i w Budapeszcie, i w Zagrzebiu. Może to oznaczać tylko jedno - że narody tych krajów straciły twardy grunt pod nogami, równą płaszczyznę, po której mogłyby dokądś iść, do przodu."

- Bora Ćosić, "Podróż na Alaskę", s. 19. - ...złe drogi, w przenośni i dosłownie.

 


Sponsorzy PZPN

18-10-2009

 

Gdzieś na jakimś forum przeczytałem, że najlepszym sposobem bojkotu PZPN będzie bojkot jego sponsorów. Osobiście uważam, że jest to przejaw ciągłego i niekończącego się upadku oraz dewaluacji wszelkich wartości jakie mogły być podczepione pod twór, który w swej nazwie ma określenie 'polski związek'. Ten kolejny dowód niechęci wobec PZPN może jednak przynieść bardzo wymierne skutki. Wątpliwe jest aby przez tą akcję PZPN miał zbankrutować, ale odcięcie - bądź co bądź - pokaźnych źródeł pieniędzy, wymusi na obecnym zarządzie pewną refleksję. Wszak z czegoś trzeba żyć, a jak mówi przysłowie: "choć pieniądze nie są najważniejsze to trzeba je mieć", w celu ponownego zdobycia tychże właśnie, pojawiająca się refleksja być może stanie się przyczynkiem do głębszych zmian o charakterze mentalno-personalnym. Póki co jednak, za stroną http://www.pzpn.pl/sponsorzy.php, podaje pełną listę sponsorów reprezentacji oraz PZNP: Orange, Sheraton, Sunset Suits, Nike, Compensa, Expekt.com, HRS.pl, Kreisel, Śnieżka, Farko, Hormann, Tyskie, BZ WBK.

 


Skąd my to znamy

17-10-2009

"Tajna policja Ceausescu - Securitate - nie rozwiązała się lecz zmieniła tylko nazwę na 'Rumuńską Służbę Informacyjną' (SRI). Wg danych ujawnionych przez samą SRI, nowa-stara tajna służba przejęła 40% personelu Securitate. Rzeczywisty procent jest prawdopodobnie wyższy. A pozostałe 60% - to dziś emeryci (z emeryturami 3-krotnie wyższymi niż emerytury innych obywateli) albo macherzy gospodarki rynkowej. Dziś w Rumunii eks-szpicel nie może być tylko dyplomatą; poza tym może być wszystkim.

Otwarcie archiwów Securitate nie było czymś, o co rumuńscy intelektualiści by walczyli. Interesowali się tym w niewielkim stopniu. Nie interesowały ich również połamane biografie wokół nich ani nowe role, które po 1989 r. zaczęli odgrywać bonzowie partii komunistycznej i ludzie z bezpieki. Co więcej, jeżeli ktoś tak jak ja domagał się publicznie przez te wszystkie minione lata prawa wglądu w archiwa Securitate, musiał przygotować się na to, że swoim uporem zacznie działać na nerwy nawet własnym przyjaciołom.

(...) Nowa-stara tajna policja skutecznie zatarła w swym archiwum ślady przestępstw popełnionych przez swoich etatowych pracowników w latach komunistycznych, aby - gdy w końcu ktoś kiedyś zajrzy do tych dokumentów - nie było w nich nic takiego, co pozwoliłoby pociągnąć kogokolwiek do odpowiedzialności. W ten sposób zatroszczono się o to, aby Securitate - już po upadku Ceausescu - stała się abstrakcyjnym potworem bez twarzy. Aby nie można było zidentyfikować konkretnych oprawców."

- Herta Muller - tegoroczna laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w artykule: Bezpieka żyje wśród nas, Tygodnik Powszechny, nr 42/2009 s. 38-39. Aż chce się głośno i retorycznie powiedzieć: skąd my to znamy??

 


Witamy w piekle

17-10-2009

 

 

Pelplin, osiedle przy ulicy Limanowskiego. Lokalnie bardziej znane jako Bronx

 


Photoshop

17-10-2009

 

 

Kiedyś dobry zestaw do makijażu był najlepszym przyjacielem kobiety; dziś jest nim Photoshop.

 


To się nazywa szczęście

15-10-2009

"Gdy Paweł Piskorski zaczął tworzyć Stronnictwo Demokratyczne, zaczęto przypominać jego stare sprawki. Polityk w 1996 r. przedstawił w urzędzie skarbowym zaświadczenie, że cztery lata wcześniej wygrał pół miliona w kasynie 'Jackpol' w Gdyni. Prokuratura stwierdziła, że dokument jest podrobiony. Zresztą wystarczy być kilka razy w kasynie, żeby podważyć jego wiarygodność: aby zdobyć taką kwotę, trzeba by było wygrać z rzędu 138 gier! Jednak Piskorski nie usłyszał zarzutów prokuratorskich, gdyż sprawa się przedawniła."

- Jerzy Andrzejczak - w artykule: W uścisku jednorękiego bandyty, Tygodnik Powszechny 

 


Krajobraz po burzy

15-10-2009

 

 

Pelplin, dworzec PKP, godz. 6:45.

 


Bill Clinton

14-10-2009

 

 

Pamiętam ten klip jeszcze z czasów licealnych - dziś już nie budzi takich emocji jak kiedyś. Nadal jednak przyjemnie się go ogląda.

 


Afera hazardowa nr 2 

14-10-2009

 

Ciekawy artykuł można dzisiaj znaleźć na 'żółtych' stronach "Rzeczpospolitej": Zakaz e-hazardu tylko na papierze. Porusza on kwestie, z którą państwo polskie uporać się w żaden sposób nie może, a straty z tego powodu sięgają kilkuset milionów złotych. Chodzi oczywiście o internetowe zakłady bukmacherskie. 

 

Aktualnie firmy organizujące zakłady bukmacherskie, które są zarejestrowane na terytorium Polski płacą zryczałtowany podatek w wysokości 10% od obrotu, co daje do budżetu państwa ponad 80 mln zł rocznie. Przychody budżetu państwa mogłyby być jednak kilkukrotnie wyższe. Dlaczego nie są? - Ponieważ zdecydowana większość obstawiających w Polsce osób robi to za pośrednictwem zagranicznych podmiotów działających wyłącznie w internecie. Jak można się dowiedzieć w Ministerstwie Finansów - każdy rodzaj gier i zakładów wzajemnych w internecie jest w Polsce nielegalny, a przez to niemożliwy do opodatkowania. Ma to swoją podstawę w art. 107 par. 2 Kodeksu Karnego Skarbowego, który zakazuje uczestnictwa w zagranicznej grze losowej lub zakładzie wzajemnym zawieranym na terytorium Polski. Oficjalnie grozi za to grzywna do 720 stawek dziennych (może to być kwota nawet kilku mln zł). W praktyce jednak jest to całkowicie martwy przepis - jak można przeczytać: "w ciągu ostatnich kilku lat był tylko jeden przypadek prawomocnego skazania na podstawie art. 107 par. 2 KKS".

 

Równie duży problem występuje ze spotykanymi dziś na każdym meczu, czy umieszczanymi na każdym portalu internetowym reklamami usług bukmacherskich w sieci. Okazuję się bowiem, że w tym przypadku  zgodnie z prawem można reklamować tylko i wyłącznie nazwę przedsiębiorcy. Zachęcanie do udziału w grze czy nęcenie wszelkimi bonusami jest nielegalne (zabrania tego Ustawa o Grach i Zakładach Wzajemnych). Na podstawie tego można stwierdzić, że powszechnie znane reklamy z udziałem Mateusza Borka i Zbigniewa Bońka są sprzeczne z polskim prawem.

 

Nie chciałbym popełnić - jak mawiał klasyk - semantycznego nadużycia, ale w mojej opinii całkowicie otwarcie i na oczach wszystkich rozgrywa się coś co nazwałbym 'Aferą hazardową nr 2'. Oczywiście nie ma tutaj spektakularnego ujawniania stenogramów, zatrzymań CBA i tym podobnych, przez co każdy ma tą sprawę w dupie i prawdopodobnie nikt nie ma pomysłu na to jak ją rozwiązać w sposób salomonowy, tak by wilk był syty (wpływy do budżetu) i owca cała (nieskrępowana możliwość korzystania z internetowych usług bukmacherskich). Problem został odłożony na półkę z papierem toaletowym i wychodzi na to, że to jest jego właściwe miejsce ku wielkiej radości kilkunastu spółek z siedzibą w Luksemburgu, Malcie czy innym Gibraltarze. 

 


Koniec PZPN

13-10-2009

 

Jak można przeczytać w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" inicjatywa Koniec PZPN (www.koniecpzpn.pl) zostanie do końca tego tygodnia zarejestrowana w sądzie jako oficjalne stowarzyszenie. Konsekwencją tego będzie możliwość organizowania legalnych marszy czy protestów, a także przyjmowanie środków finansowych od sponsorów. Ponoć kilka firm wyraziło już wolę wsparcia finansowego. W dodatku Koniec PZPN uzyskuje coraz szersze poparcie i to nie tylko wśród kibiców (na stronie internetowej zarejestrowało się ponad 100 tys. osób), ale także od organizacji i stowarzyszeń, które są zupełnie niezwiązane z piłką nożną, np.: Internowani.pl (centrum informacji na temat internowań z lat 1981-1982). Oprócz planowanej na jutro akcji "Pusty stadion" (do tej pory na mecz Polska-Słowacja sprzedano 8 tys. biletów, z czego 4 tys. kupili Słowacy), ukuto już koncepcje kolejnej akcji roboczo nazwanej "Znicz". Polegać ma ona na tym, że w Święto Zmarłych pod okręgowymi związkami piłki nożnej w całej Polsce zostaną zapalone znicze i złożone pogrzebowe wieńce - ma to być symboliczny pogrzeb polskiej piłki.

 

Osobiście jestem pełen poparcia dla idei Koniec PZPN. Cieszę się, że tym razem inicjatywa wychodzi 'oddolnie', a nie jak było dotychczas - ze strony Ministerstwa Sportu. Jak wiadomo bowiem, każde takie działanie roztrzaskiwało się z impetem o twardy mur regulacji prawnych i wszelkiego rodzaju statutów zastawionych przez 'leśnych dziadków' z PZPN do spółki z 'UEFA Family', dzięki któremu cały Związek ma żelazny immunitet nietykalności i spokojnie może robić to co mu wychodzi najlepiej, czyli trwać. Mam nadzieje, że teraz sytuacja się zmieni. Po cichu liczę, iż Koniec PZPN nie utraci werwy, a akcja "Znicz" nie będzie ostatnią. W Polsce mamy wielu kibiców, nie raz - fanatycznych kibiców. Dlaczego nie można by było ich zjednoczyć - dla dobra sprawy - i zorganizować przy ich udziale potężny marsz na siedzibę PZPN w Warszawie?

 


Jak zwykle celny RAZ

13-10-2009

"Lizusostwo niektórych członków medialnego establishmentu wobec władzy jest tak daleko posunięte, że gdyby nawet złapano kiedyś Donalda Tuska z dymiącym pistoletem nad ciałem zastrzelonej staruszki, ich interesować będzie tylko, kto go tropił i po co złapał"

- Rafał Aleksander Ziemkiewicz - w artykule: Media na wojnie z mediami, Rzeczpospolita 

 


Estemirowa / Politkowska

12-10-2009 

"Uprowadzona rano 15 lipca 2009 ze swojego mieszkania w Groznym przez czterech mężczyzn. Jej ciało znaleziono w pobliżu drogi szybkiego ruchu niedaleko Nazrania w sąsiedniej Inguszetii z ranami od kul w głowie i na klatce piersiowej"

- http://pl.wikipedia.org/wiki/Natalia_Estemirowa 

"7 października 2006 znaleziono ją zastrzeloną w windzie jej mieszkania przy ulicy Leśnej 8/12 koło Dworca Białoruskiego w centrum Moskwy"

- http://pl.wikipedia.org/wiki/Anna_Politkowska 

"Dlaczego właśnie Politkowska i Estemirowa, wśród wielu innych osób broniących praw człowieka i piszących o dramatach Czeczenii, stały się najważniejsze i niezastąpione? Bo ich wściekłość zamieniła się we wszechogarniającą, całkowicie pochłaniającą pasję tropienia prawdy i dobijania się o sprawiedliwość. Natasza nie tylko biegła tam, dokąd wzywały ją ofiary, ale miała odwagę iść - w ich sprawie - do katów. I czynić rzeczy niemożliwe, domagając się sprawiedliwości. Politkowska była reporterskim przedłużeniem działań Estemirowej. Równie odważnym, rzetelnym i zaciekłym.

 

(...)

Ciało Nataszy znaleziono 15 lipca 2009 roku, z niewielkimi ranami postrzałowymi. Kasztanowe włosy zlepiła krew po ostatnim, kontrolnym strzale. Dokładnie tak samo 7 października 2006 roku kule podziurawiły ciało Ani Politkowskiej, a po kontrolnym strzale siwe włosy zmieszały się z krwią".

- Krystyna Kurczab-Redlich, "Nowa Europa Wschodnia", nr 5 (VII) 2009, s. 68-70.

 


Tako rzecze Antoni

12-10-2009

"Nie wykorzystaliśmy żadnego rzutu rożnego, ale trzeba zwrócić uwagę, że każdy miał jakąś myśl przewodnią i był bity inaczej"

- Antoni Piechniczek pytany o debiut Stefana Majewskiego jako selekcjonera reprezentacji w przegranym meczu Czechy - Polska, sport.pl 


Wszystko jest okej

11-10-2009

 

 

"Proszę udać się na kolejne zakupy" :-) 


Witkacy

11-10-2009

 

"Witkacego niesłychanie irytowała płytkość naszej literatury, intelektualna miałkość pisarzy i krytyków, lekceważących przygotowanie filozoficzne. Miarą dojrzałości powinna być chęć zmierzenia się z trudnymi problemami, wymagającymi wielkiego wysiłku intelektualnego. Miał prawo tak mówić, bo sam taki wysiłek nieustannie podejmował, wdając się w polemiki z najwybitniejszymi filozofami europejskimi."

 

- Janusz Degler, Tygodnik Powszechny nr 40 z 4/10/2009.


Time Warp - Juggling

11-10-2009

 

 

Największe wrażenie robi na mnie moment spowolnienia żonglerki 7 kulkami - prawdziwy matrix.


Elektrownia w Pelplinie - ciąg dalszy...

11/10/2009

Jak można przeczytać na portalu Wirtualne Kociewie budowa elektrowni węglowej w gminie Pelplin wydaje się być przesądzona. "Jestem pewien, że elektrownia powstanie. Będzie to najważniejsza inwestycja w historii naszej gminy. Dołożę wszelkich starań - na tyle, na ile pozwala mi prawo - aby inwestycja doszła do skutku" - twierdzi Andrzej Stanuch, burmistrz Pelplina. Podobno zbadano 6 lokalizacji w województwie pomorskim i wyszło na to, że tereny w okolicach Rajków (4 km na północ od Pelplina) są najlepsze pod tą inwestycje. Decydujące znaczenie miała bliskość do głównych arterii transportowych (krajowa "jedynka", autostrada A1 oraz linia kolejowa gdynia-katowice) jak również sąsiedztwo Wisły, której woda ma być niezbędna do prawidłowego funkcjonowania systemu chłodzenia elektrowni. Okazuje się jednak, że to nie koniec inwestycji o charakterze energetycznym, a gmina Pelplin może w niedługim czasie stać się pod tym względem strategicznym miejscem dla całego regionu. Jak można bowiem przeczytać w dalszej części artykułu Polskie Sieci Energetyczne chcą zbudować niedaleko Nowego Dworu Pelplińskiego (2 km na północny-zachód od Pelplina) na obszarze 8 hektarów "Główny Punkt Zasilania – stację elektro-energetyczną". Co więcej w północno-zachodniej części gminy spółka Nordwind planuje budowę farmy wiatrowej na ok. 40 wiatraków (odpowiednie zmiany w planie przestrzennym już zostały wykonane). Jak by tego było mało hiszpańska Gamesa w południowej części gminy - na obszarze między Pomyjami, Janiszewkiem, a Lignowami Szlacheckimi - chce postawić 25 wiatraków.

Jaki z tego morał, gdyby wszystko to o czym można przeczytać powyżej zostało zrealizowane? - mamy pewność 100%, że w czasie ewentualnej wojny Pelplin i okolice zostaną bardzo dokładnie zbombardowane ;-)


Edelman

11-10-2009

 

"Marek Edelman był postrzegany w Izraelu obco i niechętnie. Spędziłam tam w sumie 7 lat i przykładów niechęci wobec Edelmana nazbierałam w pamięci sporo. A powody tej niechęci? Że został on na cmentarzu, że nie był syjonistą, przeciwnie - był antysyjonistą, bundowcem. Że wynosił się ponad innych, no bo jak rozumieć, że w Polsce był taki ważny? Że pouczał i miał rację, że nie lubił tej historii, którą konstruowali Izraelczycy, że potępiał ich za antypalestyńskość, że ciągle był niepokorny, odważny i wolny. Zapytałam izraelskiego przyjaciela, lewicowca: dlaczego Edelmana nie honorowano w Izraelu. Taka jego odpowiedź: "Edelman nie tańczył w naszym rytmie. Nie zrobił aliji. Był żyjącym dowodem niesyjonistycznej alternatywy. Nie przyjeżdżał tu, żeby przelewać krew na naszych wojnach. Nie dbał o public relations w Izraelu. Był indywidualistą".

 

- Anka Grupińska, Tygodnik Powszechny nr 41 z 11/10/2009, s.5.


Zbigniew Herbert o narodzinach III RP

11-10-2009

 

 

"Ja przeżyłem 'wybuch' Polski - jeśli tak można powiedzieć - będąc za granicą, w Paryżu. Było to dla mnie niespodzianką, zawsze bowiem wyobrażałem sobie, że jeżeli dowiem się, iż Polska jest nareszcie rzeczywiście niepodległa, pierwszą rzeczą którą zrobię to wybiegnę na ulice i będę głośno krzyczał powiedźmy: "Vive la Pologne" - jeżeli to będzie w Paryżu - oraz całował różne przypadkowo napotkane osoby. Będę się po prostu zachowywał w sposób nieodpowiedzialny. Aliści, ogarną mnie jakiś smutek, melancholia, dyskomfort. Ponieważ ja lubię - i w pisaniu, i w działalności także - rzeczy, które mają swój początek, środek i koniec. Nie wiem niestety jaki był początek, co można uważać za początek Nowej Polski. Moja teza jest następująca: w Polsce panuje 'neokomunizm'. Nie odwołuje się on już do ideologii, ale stara się - i dobrze mu to wychodzi - urządzić z kapitalizmem. Powiada on - do diabła z Marksem, Engelsem. Władza to pieniądz, pieniądz to banki, opanujmy banki, opanujmy struktury gospodarcze, a przynajmniej kontrolujmy je bardzo wyraźnie, a wtedy będziemy rządzili".

 

Jestem dumny niezmiernie, że byli tacy ludzie jak Herbert. Dzięki niemu i jemu podobnym, zawsze istnieje możliwości wyznaczenia sobie pewnego punktu odniesienia, według którego można postępować i myśleć. Jeżeli ktoś zapytałby się mnie o to czy jestem wstanie wskazać osobę, którą mógłbym traktować jak autorytet, wskazałbym właśnie Herberta.  


Osa

11-10-2009

 

 

Gdy robiłem to zdjęcie osa zachowywała się jakbym właśnie przebudził ją z zimowego snu. Była bardzo nieporadna i pokraczna. Z olbrzymią trudnością pokonywała krótki odcinek, a o lataniu można było zapomnieć. Ostatecznie wetknąłem ją gdzieś pomiędzy widoczne w tle drewno - może uda jej się jakoś przetrwać do wiosny.

 

A tak na marginesie - nigdy nie uważałem, aby Pokojowa Nagroda Nobla miała jakiekolwiek znaczenie.


Czerski.art.pl

11-10-2009

 

"Kiedy słyszę, jak w telewizji ktoś mówi, że Anna Mucha jest intelektualistką – to przez ułamek sekundy czuję się, jakby mi do butów napluł. W ostatniej chwili kątem oka dostrzegam podpis: “Olivier Janiak” i spokój wraca" - Piotr Czerski


http://czerski.art.pl/2009/09/24/


PZPN

10-10-2009

 

"PZPN rozwiązywanie każdej sprawy zaczyna od powołania komisji. Jest ich cała masa, wyciekają przez nie pieniądze z naszego budżetu. Niektóre mają niesamowite nazwy. Np. Komisja Wysokiego Wyczynu i Reprezentacji. Przecież to czysty Orwell. Ale działacze tej śmieszności nie czują. Oni swoją misję traktują śmiertelnie poważnie, podczas zebrań zarządu przemawiają z takim namaszczeniem, jakby byli co najmniej Radą Bezpieczeństwa ONZ. Kilka godzin gadania, z którego nic nie wynika. Jakby duzi chłopcy bawili się w związek. Czasami jest tak groteskowo, że aż strasznie" – mówi jeden z działaczy (...).

 

http://www.rp.pl/artykul/375026_PZPN____rodzina_na_swoim_.html


Elektrownia w Pelplinie:

10-10-2009

 

Jak donosi na swojej pierwszej stronie ekonomicznej wczorajsza "Rzeczpospolita" w moim rodzinnym Pelplinie ma powstać elektrownia na węgiel kamienny. Głównym inwestorem ma być Jan Kulczyk. Z tego co można przeczytać koszt inwestycji ma wynieść ok. 3 mld euro, rozpoczęcie budowy zaplanowano na 2012 rok, a oddanie elektrowni do użytku powinno mieć miejsce w 2016 r. Elektrownia będzie miała moc 1600 MW (dla porównania elektrownia w Bełchatowie - nomen omen jedna z największych elektrowni w Europie - ma moc 4400 MW). Oczywiście projekt jest póki co w fazie wstępnej, dlatego nic nie jest jeszcze przesądzone.

 

Osobiście jestem jednak "za".


 

Profesjonalne bezpłatne statystyki www